12 października 2010

„Zmrok”

autor: Robert "Bert" Siata | czytano: 2625 razy | komentarze: 3

Dawno, dawno temu rosyjska fantastyka kojarzyła mi się jedynie z pewną niewielką, leżącą na odludziu biblioteką, do której lubiłem zaglądać ze względu na niczym nieograniczoną swobodę buszowania wśród zakurzonych półek. Owa biblioteka posiadała spory zbiór fantastyki wydanej przed rokiem '89 ubiegłego stulecia. Bałem się dotykać tych książek - pożółkłe kartki, stan ogólny grożący rozsypaniem i zapach kojarzący się ze strychem. W takiej formie zetknąłem się po raz pierwszy ze sławnymi braćmi S.

Później wielokrotnie sięgałem po książki w oryginale rosyjskojęzyczne. Pamiętam, że próbowałem czytać Bułyczowa, ale Wyspa Dzieci i Przepaść bez dna skutecznie mnie do tego zniechęciły. Próbowałem nawet z ŁukjanienkąLabirynt Odbić i Fałszywe Lustra niby przeczytałem, ale powiedzieć, że mnie zachwyciły… nie, z czystym sumieniem nie mogę.

Nocny Patrol

A potem poszedłem do kina na Straż Nocną. Film, jak się później okazało: luźna adaptacja Nocnego Patrolu, stał się przełomem w rosyjskiej kinematografii. Okazało się, że nasi wschodni sąsiedzi potrafią tworzyć nowoczesne, dynamicznie zmontowane i powalające efektami specjalnymi kino z dopracowaną fabułą. Nie do końca podzielałem wówczas te opinie. Rosjanie najwyraźniej mieli inne zdanie na ten temat, bo „Straż Nocna” stała się najbardziej kasowym filmem w historii Federacji Rosyjskiej, daleko w tyle zostawiając wszelkie amerykańskie hiciory, z „Władcą Pierścieni” i „Titanicem” na czele. Obiecałem sobie jednak, że pewnego dnia sięgnę po oryginał literacki i przekonam się, co takiego sknociła spółka Bekmambetow / Kalogridis / Łukjianienko (tak, sam autor Nocnego Patrolu maczał w scenariuszu łapy!), że wyszedłem z kina z mieszanymi uczuciami.

Zgodnie z obietnicą książkę zakupiłem kilka lat później i umieściłem na półce, na której lądują wszystkie książki do przeczytania w moim domu. Tam przeleżała kolejne kilka lat. Aż wreszcie jej czas nadszedł. Po lekturze ponownie sięgnąłem po wspomniany film, potem po jego drugą część pt. Straż Dzienna i zrozumiałem, że… nic nie sknocili. Do tematu jeszcze wrócę.

Wampiry, wiedźmy, magowie i inna magiczna swołocz istnieje – to oczywiste dla każdego wielbiciela fantastyki. Co tam fantastyki! Praktycznie od kołyski jesteśmy karmieni historiami (bajki, baśnie), w których roi się od Innych. Przywykliśmy do stereotypowych wyobrażeń tych zasadniczo niemiłych potworów, odruchowo umiejscawiając je w jakiś krainach fantasy, koniecznie z dużą ilością prastarych lasów, rozsypujących się chat, czy zamków zamieszkałych przez obłąkanych władców. Z tym większą radością witam powieści, które łamią ten stereotyp. Od razu wyjaśnijmy: na tym polu Nocny Patrol nie jest żadnym novum - nawet Polacy biorą udział w "urealnianiu" Innych. Wystarczy wspomnieć chociażby Nocarza Magdaleny Kozak. Zabieg umieszczania potworów wszelkiej maści w jak najbardziej współczesnym otoczeniu jest niezwykle pociągający z punktu widzenia czytelnika: wszak łatwiej wyobraźni zaaklimatyzować się w środowisku, które oglądamy na co dzień. Autor też ma z górki – komentując "Straż Nocną" Łukjanienko mówi: „Dlaczego [walka pomiędzy siłami dobra i zła] rozgrywa się w naszym świecie? Dlaczego nie w jakiejś wykreowanej rzeczywistości? Prawdopodobnie dlatego, że łatwiej mi wyobrazić sobie maga używającego telefonu komórkowego, niż elfa śmigającego na latającym smoku”. Tak właśnie rodzą się powieści z gatunku urban fantasy.

Bierzemy więc wampiry, strzygi, wiedźmy, magów, wróżki etc. itd. – mówiąc krótko: Innych - i ładujemy na ulice współczesnej Moskwy, mieszając ze zwykłymi ludźmi. Otwiera się sporo możliwości, począwszy od pokojowej koegzystencji wszystkich ze wszystkimi, skończywszy na krwawej jatce w różnych konfiguracjach (siły dobra vs siły zła / siły zła vs ludzie / Inni kontra ludzie). No więc jak? Spodziewacie się jakiś magicznych pojedynków okraszonych efektami specjalnymi rodem z gier komputerowych czy amerykańskich filmów sf? Pewnie tak właśnie wyglądała by codzienność w mieście zamieszkanym przez istoty magiczne, gdyby nie funkcjonował w nim Nocny i Dzienny Patrol.

Inni to długowieczne istoty, które - świadomie czy nieświadomie - dostrzegają Zmrok (o tym za chwilę), obdarzone (lub jak kto woli: pokarane) ponadprzeciętnymi, nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Wyglądają jak ludzie, zachowują się jak ludzie, nawet ludźmi byli - ale ludźmi nie są. Pierwiastek magiczny, z którym się urodzili, i pierwsza wizyta w Zmroku na zawsze wykluczają ich ze społeczności homo sapiens, nie wykluczając ich z tej społeczności fizycznie. Mówiąc krótko: magowie / wiedźmy / wampiry żyją w zwykłych mieszkaniach w moskiewskich blokowiskach, wyglądają i ubierają się jak zwykli ludzie, prowadzą życie na pierwszy rzut oka niczym nie różniące się od życia zwykłego Kowalskiego. Zdolność przebywania w Zmroku, to ich niezbywalne piętno, stawia ich wyżej od ludzi, daje wiedzę i wpływ na rzeczywistość, jakiej człowiek nie posiada, obdarza perspektywą, jakiej nigdy nie będzie posiadał żaden Kowalski… i jednocześnie właśnie wyklucza ze społeczności, spychając w samotność. Wiedza o prawdziwej naturze świata nie pozwala beztrosko żyć i przejmować się problemami ludzi, które w ich skali problemami wcale nie są.

Inni mają więc wszystkie cechy ludzkie, w tym sumienie, oraz - jako się rzekło - całą gamę magicznych umiejętności, których ludzie nigdy nie opanują. Na starcie swojej zmrokowej kariery podejmują decyzję: stoję po jasnej stronie mocy albo po ciemnej. Jednorazowa deklaracja, konsekwencje na całe życie.

Czytając takie rzeczy, spodziewacie się pewnie sztampowej historii o walce dobra ze złem. A jakże, u Łukjanienki Jaśni walczą z Ciemnymi i odwrotnie, nad głowami Innych pojawiają się błyskawice mocy, a magowie nie raz i nie dwa miotną fireballa w kierunku przeciwnika. Solą Nocnego Patrolu nie jest jednak tanie efekciarstwo. Siła tej powieści drzemie w próbie znalezienia odpowiedzi na odwieczne pytania ludzkości: co to jest dobro i zło? Gdzie przebiega granica pomiędzy nimi? Czy istnieje coś takiego, jak mniejsze zło? Czy pragnąc dobra można czynić zło? Jak daleko można się posunąć? Wbrew pozorom – i to chyba największa zaleta powieści Łukjanienki – inicjacyjny wybór Innych, stawiający ich raz na całe życie po stronie Jasnych lub Ciemnych nie oznacza automatycznego przyporządkowania Jasny = Dobry czy Ciemny = Zły. Jasny to ten, który podczas podejmowania wewnętrznych wyborów kieruje się dobrem ogółu, dobrem ludzi (czasem pojmowanym zupełnie indywidualnie, w zgodzie jedynie z własnym sumieniem). „Jeśli wybierzesz Światło, nie będziesz używał swoich zdolności do uzyskania osobistych korzyści”. Ciemny natomiast może mieć głęboko w nosie jakiekolwiek dobro - poza swoim. Oznacza to, że niejednokrotnie Jasny uczyni coś, co wcale nie musi być odebrane jako dobry uczynek, a Ciemny postąpi - w naszym odczuciu - dobrze.

Świat Nocnego Patrolu to świat szary, pełen niejednoznaczności, wątpliwości moralnych, świat, w którym białe niekoniecznie jest śnieżnobiałe, a nieludzcy [Inni] bohaterowie często są bardziej ludzcy niż ludzie z krwi i kości.

Nagromadzenie trudnych pytań i niełatwe na nie odpowiedzi stawiają powieść Łukjanienki ponad przeciętną masą fantastyki klasy B. Na plus należy zapisać również przekonywająco oddaną przemianę wewnętrzną bohatera, początkowo romantyka, idealisty, który brutalnie przekonuje się, że świat wcale nie jest czarno-biały. Co tu dużo mówić: nikomu nie ma prawa odpowiadać rola nieświadomego narzędzia, do tego narzędzia, które jest elementem brudnej gry między Światłem a Ciemnością.

Ночной дозор, Nochnoy Dozor

Oczywiście powieść fantastyczna nie byłaby fantastyczna bez fantastycznej otoczki i fantastycznych pomysłów. U Łukjanienki efekciarstwa nie brakuje. Za efekciarstwo odpowiada wspomniany już Zmrok.

Zanim jednak opowiem wam o Zmroku, lojalnie uprzedzam. Poniższe fragmenty nie zepsują wam lektury książki, bo nie zawierają żadnych spoilerów. Opowiadając o Zmroku zmuszony jestem jednak podzielić się z wami większością wiedzy, którą autor dawkuje stopniowo, dzięki czemu odkrywanie reguł rządzących światem powieściowym jest o niebo przyjemniejsze. Dla bezpieczeństwa czytelnika Zmrokowe akapity oznaczę innym kolorem tekstu.

No to jak? „Do you want to know, what the Matri… ekhm, Zmrok – is?”

Inni uważają, że Zmrok to rzeczywisty obraz świata, jego prawdziwa warstwa. Prawdą jest, że Zmrok nie jest jednowymiarowy: to kilka poziomów rzeczywistości równoległej, z każdą głębszą warstwą coraz mniej przypominających świat, jaki znamy. Pierwsza warstwa - ta, do której najłatwiej trafić każdemu Innemu - najbardziej ze wszystkich warstw Zmroku przypomina naszą konwencjonalną, ludzką rzeczywistość. Stoją tam te same budynki, otoczenie wygląda podobnie, ale brakuje kolorów, brakuje upiększeń, można dostrzec prawdziwą naturę rzeczy. Smutny, szary krajobraz.

Przechodząc do Zmroku, Inni stają się niewidoczni dla ludzi. Rzeczywisty czas zwalnia, pozwalając Innemu na lepszą kontrolę świata na niższych warstwach [przede wszystkim na kontrolę w naszej, pozazmrokowej, rzeczywistości]: Inny może w Zmroku błyskawicznie się poruszać, niezauważalnie przestawiać przedmioty, pokonywać znaczne odległości w mgnieniu oka. Inni w Zmroku dostrzegają aury ludzi – czyli prawdziwy „odcisk” ich osobowości, ich emocje, jednoznacznie identyfikujący każdego człowieka; magowie są w stanie zobaczyć nici losu, wpływać na prawdopodobieństwo wydarzeń. Zdolność przechodzenia na coraz „głębsze” poziomy Zmroku świadczy o sile Innego – im głębiej potrafi zejść, tym większe jego zdolności i poziom.

Nie ma jednak różny bez kolców. Zmrok nie jest przyjazny – przebywanie w jego wymiarach jest kosztowne, wiąże się z utratą energii i prowadzi do osłabienia Innego. Im głębszy poziom, tym większej ilości energii potrzeba, aby w nim przebywać/walczyć. Nieostrożny obcy może łatwo stracić siłę – w efekcie nie będzie w stanie na czas uwolnić się ze Zmroku, co w praktyce oznacza śmierć.

Energię zaś Inni czerpią od ludzi. Nie jest to być może zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że odmieńcy są w stanie praktycznie dowolnie manipulować ludźmi, wpływać na ich zachowanie, wspomnienia, pamięć. Sposób pozyskiwania energii to jedna ze skutecznych metod odróżniania Jasnych od Ciemnych. Jaśni w razie konieczności zabierają „dobrą” energię: pozytywne emocje, radość. Ciemni czerpią ze źródła negatywnych ludzkich emocji. W obu przypadkach „dobra energia” ulatuje: pozytywne emocje znikają, a źli stają się jeszcze bardziej źli. Dlatego korzystanie z takich „źródeł mocy” przez Jasnych wydaje się co najmniej wątpliwe moralnie…

W Zmroku Inni widzą prawdziwą naturę rzeczy. Przede wszystkim zaś są w stanie odróżniać Innych od ludzi. Co jednak bardziej istotne, mogą odróżniać Jasnych od Ciemnych.

Treść Wielkiego Traktatu

Wspomniałem wcześniej o nieuniknionej jatce, którą zwykle kończy się spotkanie sił ciemności z siłami światła. U Łukjanienki sprawa wygląda inaczej. Obie frakcje kilka wieków temu zawarły pakt o nieagresji i wzajemnym poszanowaniu. Czysty pragmatyzm: obie strony doszły do wniosku, że nie mają za wielu członków, siły są wyrównane i że wzajemne wyżynanie się w skądinąd słusznej walce dobra ze złem prędzej czy później (raczej prędzej) zakończy żywot wszystkich Innych – bez znaczenia Jasnych czy Ciemnych. W ramach tego traktatu obie strony ewidencjonują swoich i obcych Innych, nakładają na siebie szereg ograniczeń, udzielają licencji na popełnianie złych i dobrych „oddziaływań”, werbują nowych członków. Przede wszystkim zaś traktat gwarantuje równowagę: żadna ze stron konfliktu nie ma prawa zyskać przewagi, nie ma prawa zapanować nad światem.

Ustalonych zasad obie frakcje zobowiązują się przestrzegać. Znane przysłowie głosi, że strzeżonego Pan Bóg strzeże, dlatego nad równowagą w świecie Innych czuwa specjalna policja, tzw. Patrole – Nocny i Dzienny. W skład Dziennego Patrolu wchodzą Ciemni, którzy patrzą Jasnym na ręce. Analogicznie: Nocny Patrol to Jaśni, pilnujący Ciemnych. Wszelkiego rodzaju spory rozstrzyga organ nadrzędny: bezstronna tajemnicza Inkwizycja.

Oficjalnie wszystko wygląda pięknie. „Naszym [Jasnych] celem nie jest zniszczenie Ciemnych, lecz utrzymanie równowagi. Ciemni znikną dopiero wtedy, gdy ludzie przezwyciężą w sobie zło. Albo my znikniemy, jeśli Ciemność spodoba się ludziom bardziej niż Światło”. Nieoficjalnie… nieoficjalnie obie frakcje cały czas szukają sposobu, aby osiągnąć bezwzględną przewagę i wyeliminować drugą stronę raz na zawsze.

Jak więc widzicie, o prawdziwej pokojowej koegzystencji Jasnych i Ciemnych nie może być mowy. Bezustannie dochodzi między nimi do konfliktów, oba Patrole notoryczne łapią Innych na nieprzestrzeganiu traktatu, walczą ze sobą w ramach posiadanych ograniczeń. Wszyscy kombinują, naginają Traktat, układają się, robią sobie mniejsze lub większe przysługi…

Na temat Zmroku i Traktatu mógłbym się jeszcze długo rozpisywać (nie poruszyłem przecież chociażby kwestii rekrutacji Innych i ich inicjacji w Zmroku, nic nie napisałem o efektach ubocznych konfliktów między Innymi w świecie ludzi), nie zamierzam jednak psuć wam całej przyjemności z odkrywania bogatego uniwersum i praw w nim rządzących. Wspomnę na koniec jeszcze tylko o jednym pomyśle, który bardzo mi się spodobał. Otóż okazuje się, że każde przekleństwo, które rzucamy w kierunku naszego bliźniego (ot, takie pozornie niewinne "niech cię szlag trafi!") generuje nad jego głową wir, tym większy i bardziej długotrwały, im mocniej go sklnęliśmy i życzyliśmy wszystkiego złego. Od tej pory wir ściąga na nieszczęśnika wszelkie nieszczęścia, proporcjonalne do siły przekleństwa.

Nocny Patrol, Siergiej Łukjanienko

Bohaterem składającej się z trzech części powieści jest szeregowy patrolowy, Anton Gorodecki, na co dzień informatyk Jasnych. Splot okoliczności (nieprzypadkowy, bo w świecie Zmroku nie ma przypadków) powoduje, że to on staje w centrum wydarzeń, które oba Patrole – oraz zwykli mieszkańcy Moskwy – mają szansę zapamiętać na długo.

Nocny Patrol to wyśmienita, wielowymiarowa powieść, pełna trafnych spostrzeżeń na temat kondycji moralnej ludzi i Innych, pytań o istotę dobra i zła. Przede wszystkim zaś to iskrząca się od niebanalnych pomysłów fantastyka, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, z intrygującą narracją pierwszoosobową, z brudnym, szarym światem, w którym magowie posługują się najnowszymi zdobyczami techniki równie dobrze, jak pradawnymi zaklęciami.

Zdecydowanie warto.

PS. Powieść Nocny Patrol otwiera tetralogię Patrole. Kolejne części to Dzienny Patrol (napisany przez Łukjanienkę wspólnie z Władimirem Wasiljewem), Patrol Zmroku oraz Ostatni Patrol. W świecie Zmroku osadzona jest też powieść Władimira Wasiljewa Oblicze Czarnej Palmiry.

PSS. „Straż Nocna” oraz „Straż dzienna” to filmy, które ogląda się z dużą przyjemnością. Pod dwoma wszakże warunkami: oglądamy je po przeczytaniu książki (łatwiej zrozumieć, o co chodzi) i nie spodziewamy się zbytniej zgodności fabularnej. Łukjanienko, współtwórca scenariusza, tłumacząc się z licznych zmian, które wprowadził/zaakceptował w adaptacji filmowej, mówi, że były one podyktowane odmiennością medium filmowego od literatury. Niezależnie od tego, czy facet miał rację czy nie wprowadzając takie, a nie inne modyfikacje, jednego nie należy odmówić scenarzystom: ich wspólna wizja trzyma się kupy. To naprawdę zaskakujące, bo przecież w filmie, w którym zmieniono tak wiele istotnych kwestii, przeważają sceny żywcem wyjęte z książki! Moim zdaniem świadczy to o niezwykłym potencjale drzemiącym zarówno w wyjściowym pomyśle, jak i niebywałym talencie Łukjanienki i scenarzystów. Oczywiście dla fanatycznych wielbicieli tetralogii odstępstwa od oryginału będą nie do przyjęcia – mnie to jednak nie przeszkadzało podczas ponownego seansu, tym razem na małym ekranie. Dodam jeszcze, że oba filmy oparte są w zasadzie o historie opowiedziane w Nocnym Patrolu. ■

~ do góry ~

KOMENTARZE

1. 03.12.2010, 20:30:08 Vesemir napisał:

A co mi tam, przeczytam... miałem nie... :)

2. 04.12.2010, 20:16:34 bert napisał:

Ves, wyobraź sobie, że jedna książka z tego uniwersum mi nie wystarczyła. Wkrótce po "Nocnym Patrolu" sięgnąłem po chyba jeszcze lepszy "Dzienny Patrol" - tym razem historia skupia się wokół Ciemnych, co daje autorowi kolejną okazję do udowodnienia, że Ciemni to niekoniecznie istoty złe... i odwrotnie oczywiście. :) Obecnie zaś czytam sobie "Oblicze czarnej Palmiry" - rzecz, jak na razie, słabsza od Patroli, ale zachowująca klimat.

Podsumowując: wciągnęło mnie, aż miło. I - co dla mnie obecnie ważniejsze - daje się czytać niekoniecznie od razu: w wolnej chwili, po maksymalnie kilkadziesiąt kartek dziennie. Więcej nie daję rady, po prostu usypiam ze zmęczenia. Taka praca...

Pozdrawiam.

3. 05.12.2010, 19:23:42 Vesemir napisał:

Zawsze pracowałeś zbyt ciężko kochany Berciku :)
Ja wciąż powtarzam Dukaja, Czarne Oceany czytam już 5 raz :)

To jest pisarz przez wielkie P, jak sobie wyobrażam film w jego uniwersum... to widzę popularność... ale umówmy się, pl to nie jest nawet Rosja :)

Dodaj swój komentarz

Twoje dane

Twój komentarz

Zabezpiecznie: wpisz za pomocą cyfr...

~ do góry ~