14 lipca 2003

„Kiedy cztery równa się pięć”

autor: Robert "Bert" Siata | czytano: 5230 razy | komentarze: 1 | opublikowano w: Magazyn Załoga G.pl

Są takie książki, w które człowiek zapada się i zapomina o całym świecie. Całkowicie i niepostrzeżenie. To jest właśnie taka książka.

Cztery Pory Roku to zbiór czterech minipowieści Stephena Kinga - amerykańskiego mistrza inteligentnego horroru. Są to kolejno: Skazani na Shawshank, Zdolny Uczeń, Ciało oraz Metoda oddychania.

Otwierający zbiorek tekst Skazani na Shawshank opatrzony został nagłówkiem Wiosna Nadziei. Całkiem słusznie. Pewno widzieliście rewelacyjny film (7 nominacji do Oskara), który powstał na jego podstawie. Opowieść koncentruje się wokół losów Andy'ego Dufrensa, który odsiaduje karę dożywotniego więzienia za morderstwo. Dokładniej: za zbrodnię, której nie popełnił.

King zastosował ciekawy zabieg narracyjny. Otóż narratorem opowieści jest współwięzień Andy'ego, Rudy, piszący coś w rodzaju pamiętnika. Cóż w tym ciekawego, zapytacie? Przecież spora sterta książek została napisanych w ten sposób. To prawda, jednak w opisywanym środowisku zamysł autora nabiera nowego blasku. Więzienna specyfika uniemożliwia wściubienie nosa Rudy'ego w każde miejsce, eliminując tym samym wszechwiedzę narratora. Efektem jest opowieść z konieczności pełna niedopowiedzeń i domysłów, w której sporo faktów opiera się na niepewnych relacjach postronnych, zwykle dalekich od bezstronności, obserwatorów. W ten sposób King stworzył wyśmienitą historię o nadziei, udowadniając przy okazji, że potrafi pisać nie tylko horrory.

Druga z opowieści - Zdolny uczeń - nosi podtytuł Lato zepsucia i jest klasyczną Kingową opowieścią grozy. Miejsce: senne, zapyziałe miasteczko w Stanach. Samotny, zaniedbany dom w spokojnej okolicy i jego mieszkaniec - stary hitlerowiec, komendant obozu w Patin, zbrodniarz wojenny. Niedaleko szczęśliwa rodzina. Dobrze ułożony synek kochających rodziców, wzorowy uczeń i oczko w głowie mamusi. Akcja: wspomniany młodzieniec dekonspiruje hitlerowca i w zamian za dochowanie tajemnicy zmusza go do opowiadania o czasach, o których staruszek wolałby zapomnieć. Opowieści zmieniają zarówno hitlerowca, jak i nastolatka...

Co my tutaj mamy? Niespiesznie tworzony nastrój grozy. Ciekawie sportretowana przemiana bohaterów. Pomimo tego, Zdolnego ucznia uznaję za najsłabszą z historii zawartych w tym zbiorku. Słowo "najsłabsza" oznacza jednak w tym wypadku, że pozostałe trzy są od niej lepsze - i nic ponadto. Ta opowieść wciąga.

Ciało - kolejny element zbiorku - opatrzone nagłówkiem Jesień niewinności, wprowadza nowy model narracji: wspomnienia bohatera. Pierwszoosobowa opowieść snuta z perspektywy czasu przenosi nas do małego miasteczka gdzieś w Ameryce. Czterej nastoletni przyjaciele dowiadują się o trupie. Prawdziwym. Taka wiadomość to autentyczna sensacja, która może zniwelować senną letnią nudę. Dokładna lokalizacja tytułowego ciała nie jest znana, więc postanawiają odkryć zwłoki na własną rękę, powiadomić policję i zostać bohaterami. Wyprawa poszukiwawcza niepostrzeżenie zmienia się w wyprawę ich życia. W podróż, która zmieni ich na zawsze i definitywnie zakończy okres beztroskiego dzieciństwa.

Po raz kolejny pozornie nieciekawa historia dzięki magii Kinga zamienia się w lekturę, od której nie można się oderwać. Rewelacyjny klimat.

Czwarta historia została opatrzona podtytułem Zimowa Opowieść. Ten podtytuł zdecydowanie wprowadza w błąd. Że zimowa - to prawda, ale że opowieść - to już nie. Metoda oddychania to dwie opowieści. Właściwie: opowieść w opowieści. Na początku czeka nas kolejna zmiana narracji. Główny bohater opowiada o tajemniczym klubie, w którym tajemnicze jest kompletnie wszystko. Tajemnicze są książki, nieznane w świecie rzeczywistym, tajemniczy jest lokaj, tajemnicze są spotkania w - a jakże! - tajemniczej atmosferze. Przede wszystkim zaś tajemnicze są opowieści, którymi dzielą się członkowie klubu. Jedna z nich to właśnie tytułowa Metoda oddychania.

Nie wiem, jak wy, ale ja chciałbym kiedyś znaleźć się w opisywanym przez Kinga klubie. Jego wizja jest do tego stopnia ekscytująca, że przyćmiewa blaskiem historię, którą opowiada jeden z gości tajemniczego lokaja. Jednym zdaniem: atmosfera opisywanego klubu to powód, dla którego musicie przeczytać tę minipowieść.

Wszystkie pięć - będę się upierał, że jest ich właśnie tyle - historii zawartych w zbiorku Cztery Pory Roku trudno jednoznacznie zakwalifikować do jakiegoś gatunku. Owszem, znajdziemy tutaj grozę, sensację, thriller, elementy horroru - na tym jednak nie koniec. Skazani na Shawshank to przecież opowieść o wewnętrznej sile człowieka, o nadziei. Zdolny uczeń i Ciało to świetnie sportretowana amerykańska małomiasteczkowość. Ciało to nostalgiczny powrót do przeszłości, do utraconego na zawsze dzieciństwa. Dzięki tej niejednorodności gatunkowej, dzięki braku szufladki, do której można wrzucić Cztery Pory Roku, zbiorek ten staje się czymś więcej, niż jednorazowym czytadłem.

Mało tego: wszystkie opowieści subtelnie zazębiają się ze sobą (szczegóły, których wyłapanie stanowi prawdziwą przyjemność). Co więcej: wspólne szczegóły dotyczą nie tylko ich samych, ale również innych napisanych przez Kinga powieści. Dodatkowy smaczek stanowi fakt, że każda historia opowiedziana jest w odmienny sposób.

Podsumujmy. Płynne granice pomiędzy grozą a tym co normalne. Pięć historii (właściwie, to może nawet i sześć!) w czterech. Rewelacyjny klimat i gwarantowana rozrywka. Zdecydowanie polecam nie tylko fanom Kinga, których przecież i tak zachęcać nie trzeba. ■

~ do góry ~

KOMENTARZE

1. 15.05.2012, 12:39:22 Piotr napisał:

Mistrz inteligentnego horroru? King?! Chyba jak się go porównuje z Guy'em N. Smithem, może wtedy. Ta pisarzyna - King, co on takiego napisał ciekawego i inteligentnego? Polacy kochają Kinga, za co? Widać Polacy to lenie i imbecyle. Takie książki jak: Regulatorzy, Buick 8, Carrie, Christine, zbiory Wszystko jest względne, Po zachodzie słońca, Szkieletowa załoga i wiele innych książek tego nudziarza dowodzą, że jest to bardzo kiepski rzemieślnk, mistrz przynudzania i debilizmu. Wymienione książki, jak i reszta innych, nadają się na papier toaletowy. Tylko dlaczego tyle kosztują? Drogi ten papier. Cztery pory roku są już na jakimś szceblu, jednak rzygający jak kot nastolatek ani nie śmieszy ani nie wywołuje emocji o jakie King niewątpliwie zabiegał. Jest to po prostu kolejny durny i infantylny opis, a King nawet o wymiotowaniu nie może napisać jak trzeba. A hitlerowiec był, jeśli dobrze pamiętam, komendantem w Auschwitz a nie Patin - taka uwaga do recenzenta zbioru Cztery pory roku.

Dodaj swój komentarz

Twoje dane

Twój komentarz

Zabezpiecznie: wpisz za pomocą cyfr...

~ do góry ~