18 kwietnia 2006
„Ewangelia wed³ug Soboty”
Na pocz±tku by³o s³owo. Potem kolejne i jeszcze jedno. S³owa uk³ada³y siê w zdania, zdania w akapity, akapity w rozdzia³y. W dziewiêæ rozdzia³ów. 366 stron zape³nionych s³owami. Oto powie¶æ. Oto "G³os Boga".
Wiatr hula³ bezlito¶nie po szarej, bezkresnej pustyni, przesypuj±c popió³ z miejsca na miejsce. Gdzie¶ w tumanach szarego py³u czai³o siê Z³o. Pustynia graniczy³a z wrzosowiskami, które otacza³y zamek Kaltern. Mroczna i prawie niezamieszka³a twierdza nale¿a³a ongi¶ do hrabiego Mortena, który pokocha³ cierpienie. Zamek by³ szczególny nie tylko dziêki swojemu po³o¿eniu, tragicznej ¶mierci Mortena i machinom zdeformowanego Kata Bez Imienia. To tutaj mia³ siê narodziæ Mesjasz, G³os Boga, Pocieszyciel Strapionych i Zbawca ¦wiata.
Mêdrzec powiedzia³ kiedy¶, jakoby ¶wiat nasz cieniem by³ jeno ¶wiata doskonalszego, a w ka¿dym razie prawdziwszego. Stwórca ca³ym swym ¶wiat³em, ³ask± i chwa³± obdarza tamten, prawdziwszy ¶wiat. Niezamierzonym (choæ czy mo¿e byæ cokolwiek niezamierzonego w postêpkach Boga?) efektem tego procesu jest cieñ prawdziwego ¶wiata rzucony na pustkê – i to ma byæ w³a¶nie nasz ¶wiat. (…) Nasza rzeczywisto¶æ jest jakby zaprzeczeniem albo odwróceniem rzeczywisto¶ci w³a¶ciwej…
Wydawnictwo Dolno¶l±skie zaatakowa³o czytelników seri± Behemot, w ramach której zamierza prezentowaæ ksi±¿ki z gatunku szeroko rozumianej fantastyki. W moje ³apki trafi³a powie¶æ G³os Boga Jacka Soboty, autora znanego przede wszystkim z felietonów publikowanych na ³amach Nowej Fantastyki. Bez dalszych wstêpów i wodolejstwa napiszê: G³os Boga to powie¶æ fenomenalna. FENOMENALNA.
I tu w³a¶ciwie móg³bym zakoñczyæ tê recenzjê, po prostu zalecaj±c wam wizytê w najbli¿szej ksiêgarni. Byæ mo¿e nawet móg³bym tak zrobiæ, ale… nie chcê. Sobota zas³uguje na co¶ wiêcej. Ju¿ nie mówi±c o tym, ¿e po prostu ¶wierzbi± mnie paluchy, ¿eby siê z wami podzieliæ wra¿eniami.
G³os Boga to powie¶æ, która po prostu mnie zaskoczy³a. Przede wszystkim musicie wiedzieæ, ¿e sk³adaj± siê na ni± tzw. „opowie¶ci martenowskie”, pisane przez Sobotê od lat. Podejrzewam, ¿e ten w³a¶nie czynnik w najwiêkszym stopniu narzuci³ formê literack± ksi±¿ce Soboty. G³os Boga wymaga³ uporz±dkowania ca³ego materia³u i pomys³u na jego przedstawienie.
Technicznie naj³atwiej by³oby porównaæ G³os Boga do Pulp Fiction Tarantino. Dlaczego? Powie¶æ oparta jest na niezliczonej liczbie opowie¶ci, które fenomenalnie przeplataj± siê ze sob±, uzupe³niaj± wzajemnie. Fabu³ê czêsto poznajemy w sposób nieliniowy (niechronologiczny), wydarzenia ogl±damy z perspektywy ró¿norakich osób, nie raz i nie dwa w tle jednej opowie¶ci pojawiaj± siê elementy i osoby, które ujrzymy z ca³± moc± gdzie¶ indziej, raz jeszcze, ale ju¿ pierwszoplanowo – i dopiero wtedy oka¿e siê, jak z pozoru nieistotne t³o ma ogromne znaczenie. Opowie¶ci w opowie¶ciach, historie w historiach. Mo¿na siê domy¶liæ, ¿e taka konstrukcja powie¶ci wymaga od czytelnika uwagi i sporego skupienia. Tak w³a¶nie jest w przypadku G³osu Boga – nieuwa¿na lektura mo¿e odebraæ sporo przyjemno¶ci.
Podobnie, jak w filmie Tarantino, tak i w powie¶ci mamy do czynienia z dwoma g³ównymi bohaterami (wieszcz-detektyw Rozenkrontz i poeta-pijak Dolsiwa), oraz ca³± plejad± bohaterów drugoplanowych. Jako siê rzek³o, czêsto akcjê bêdziemy poznawaæ w³a¶nie dziêki opowie¶ciom snutym przez „drugoplanowców”. Kiedy jeden bêdzie koñczy³, prêdzej czy pó¼niej pojawi siê drugi, który zna dalsz± czê¶æ historii.
Zostawmy jednak konstrukcjê powie¶ci i skupmy siê na innych walorach. Czym jest powie¶æ Soboty? Na tylnej ok³adce Wojciech Szyda napisa³, ¿e to „mroczna interpretacja Ewangelii”. Ja uj±³bym to inaczej: to ewangelia wed³ug Soboty. Ewangelia alternatywnego ¶wiata. ¦wiat, w którym przysz³o ¿yæ bohaterom, to mroczne, z³e i przeklête miejsce, zape³nione lud¼mi chciwymi, bezwzglêdnymi, przegranymi, trac±cymi nadziejê. Marazm i bezsens egzystencji, który ogl±damy w oczach bohaterów, przera¿a. To ¶wiat Milcz±cego Boga, który nie przemawia do swoich wyznawców – mo¿e o nich zapomnia³?
Wraz z postaciami dramatu Soboty poruszamy siê po dziwnej, spieczonej s³oñcem krainie, pustynnej i nieprzyjaznej, w której na horyzoncie majacz± zamki i smutne, pustynne miasta. Ogl±damy ten ¶wiat oczami zabójców, w³óczêgów, kupców, dziwek, pijaków… Czy w takim ¶wiecie istnieje szansa na lepsze ¿ycie? Czy istnieje nadzieja? Czy Mesjasz zdo³a zbawiæ ten ¶wiat?
Mimo ca³ej obco¶ci i odpychaj±cego, smutnego t³a powie¶ci, ¶wiat Soboty niebezpiecznie przypomina… nasz wspó³czesny. Mo¿e jeszcze z³o nie jest a¿ tak bardzo skondensowane, ale… czy ludzie aby nie podobni? Czy nie zdajemy sobie tych samych pytañ? Czy nie nurtuj± nas podobne w±tpliwo¶ci?
Pewno zdziwi³o was, ¿e praktycznie ani s³owem nie wspomnia³em o fabule. Nie zamierzam tego robiæ. Raz: ze wzglêdu na niebywa³± wielow±tkowo¶æ G³osu Boga. Dwa: móg³bym zepsuæ wam przyjemno¶æ p³yn±c± z lektury. Powiem tylko tyle: Rozenkrontz zostaje wci±gniêty w sam ¶rodek wydarzeñ, które zmieni± oblicze ¶wiata i naznacz± ca³e jego ¿ycie. Sam, kompletnie nie zdaj±c sobie z tego sprawy, stanie siê ich integraln± czê¶ci±. He he he, no to wam opowiedzia³em...
Sobota w swoim dziele bez ustanku nawi±zuje do innych tekstów literackich. Oczywi¶cie najwiêcej tutaj mniej lub bardziej bezpo¶rednich nawi±zañ do Pisma ¦wiêtego, niekoniecznie tylko do Nowego Testamentu. Poza tym bêdziemy mieli do czynienia z historiami przywodz±cymi na my¶l dzieje Romea i Julii czy na ten przyk³ad pana Twardowskiego (kapitalna scena z kocimi ³bami i karczm± Rym). Wyszukiwanie takich rodzynek zdecydowanie uprzyjemnia lekturê. Podobnie jak wszelkiego rodzaju wtrêty i rozwa¿ania (opowiastki) filozoficzne, których w Gosie Boga jest od groma. Co tu du¿o mówiæ - powie¶æ nie nale¿y do banalnych, czêsto porusza kwestie trudne, egzystencjalne, teologiczne. Jako ciekawostkê powiem, ¿e mo¿na siê na przyk³ad doszukaæ próby interpretacji zdrady Mesjasza w podobny sposób, w jaki robi to s³awna ostatnio Ewangelia Judasza. Albo takie kwiatki:
Szatan: „A nie pomy¶la³e¶ kiedy o tym, ¿e mo¿emy byæ czê¶ci± planu Przeciwnika? ¯e mo¿e z³o jest przypraw±, bez której nie da siê konsumowaæ tego bigosu? A je¶li jeste¶my kim¶, a raczej czym¶ w rodzaju ¶cierwojadów? Z¿eramy psuj±ce siê dusze, te metafizyczne ¶cierwa, i tym samym oczyszczamy, miast zanieczyszczaæ rzeczywisto¶æ?”
Ba³dor: „Owó¿ Piek³o, jak g³osz± znane przekazy, ma byæ Wiecznym Mrozem, Ku¼ni± Dusz, Z³em Utrwalonym. Grzesznik jest tam sob± w ca³ej pe³ni – i to najgorsza z mo¿liwych katuszy (…). Tymczasem czy¶ciec wedle niektórych religii jest swoistym Piek³a odwróceniem, w³a¶nie wielo¶ci± wcieleñ, wszystkimi mo¿liwo¶ciami osobowo¶ci – przechodzi siê tam Oczyszczenie poprzez uzyskanie wszystkich alternatyw, wielopostaciowo¶æ duszy. Odrzucenie masek, fa³szywych obrazów siebie samego mo¿e trwaæ nawet ca³± wieczno¶æ. Wybór tej w³a¶ciwej, tej w istocie jedynej, ma oznaczaæ Zabiwenie. A w niebie jest siê po prostu sob±, prawdziwym sob±, podobnie jak w Piekle, tyle ¿e na odwrót. (…) Mechanizm jednaki, ale wiedzie ku skrajnym warto¶ciom.”
To jednak nie koniec zachwytów nad powie¶ci± Soboty. Autor uprzyjemnia nam lekturê wy¶mienitym, czarnym humorem, aluzjami i grami s³ownymi. ¦wietnie operuje jêzykiem i dialogami. Chylê czo³a.
- Mów kto, nêdzniku, a ¿ycie darujê! – warkn±³ Gordos.
- Redrak… - wycharcza³ najemnik.
- ¯ycie Twe Bogu darowujê. – Gordos przebi³ obwiesiowi gard³o.
- Pan Rozenkrontz? – zapyta³ m³odzik.
- A kto pyta?
- Ten nie b³±dzi.
- D³ugie imiê.
A to nie wszystko. Galeria postaci, któr± przyjdzie nam podziwiaæ, powala swoj± ró¿norodno¶ci±. Pustak, Enrew, Rewne, Dolsiwa, Kwaidan, Kat Bez Imienia, Kroni, Ba³dor i wiele, wiele innych… Niektórzy „¿yj±” tylko dla jednej powie¶ciowej sceny, ale i tak nie sposób ich zapomnieæ. ¯yczy³bym sobie, aby tak niejednoznaczne i wewnêtrznie bogate postaci, targane w±tpliwo¶ciami i druzgotane przez okrutny los – takie „ludzkie” po prostu, pojawia³y siê w ka¿dej powie¶ci.
Kiedy przeczyta³em ostatni± kartkê G³osu Boga, odnios³em wra¿enie, ¿e autor po prostu szanuje czytelnika. On nie poszed³ na ³atwiznê, nie opowiedzia³ banalnej historii, nie zby³ nas byle czym. Jego styl jest niepowtarzalny – pierwszy raz w literaturze fantastycznej spotka³em siê z czym¶ takim. Misterna konstrukcja powie¶ci wymaga³a ogromnej pracy. Wydaje siê, ¿e Sobota od pocz±tku mia³ wszystko pouk³adane, a potem roz³o¿y³ uk³adankê na poszczególne puzzle i powoli sk³ada³ j± przed naszymi oczami, przedstawiaj±c ka¿dy element z osobna i po¶wiêcaj±c ka¿demu czas. Uk³ada³ j± jednak nie od lewej do prawej, albo w jakim¶ szczególnie lubianym przez innych autorów symetrycznym porz±dku, ale na swój specyficzny sposób. Raz puzel z lewej strony, raz ze ¶rodka, innym razem gdzie¶ z obrze¿a. Nie wiem, jak dla pañstwa, ale dla mnie – bomba.
Byæ mo¿e niektórzy z was ju¿ po lekturze uznaj± tê powie¶æ za bardzo przygnêbiaj±c±. Inni pewno zwróc± uwagê na fakt, ¿e jest miejscami niezwykle brutalna. To wszystko prawda. Prawd± jest jednak i to, ¿e jest to powie¶æ niesamowita – drugiej takiej ze ¶wiec± szukaæ. Przyznam siê bez bicia, ¿e kiedy przeczyta³em na tylnej ok³adce: (…) bardzo oryginalna proza, napisana niepodrabialnym stylem pe³nym b³yskotliwych aluzji i gier s³ownych, potraktowa³em to jako zwyk³e w takich razach pustos³owie. Tym razem jednak, moi drodzy, to szczera prawda. G³os Boga to dzie³o fenomenalne. ■
1. 25.12.2008, 12:18:09 skrzatq1984 napisa³:
Ksi±¿ke dosta³em pod choinke, ale po przeczytaniu wiem jedno ..... jacek Sobota to geniusz... ksiazka jest kapitalna... mroczna, brudna... ale kapitalna... takie Pulp Fiction Ewangelli :) polecam gor±co !!!!!!!!!!!!


KOMENTARZE